Jak szukać prawnika w sprawach frankowych?

Autor: Piotr Krefta

Jeszcze w ubiegłym roku można było dosyć swobodnie negocjować stawki – moja umowa z prawnikiem jest z września ubiegłego roku. Obecnie jest to bardzo trudne. Kancelarii, które zajmują się frankami, jest niestety niewiele, ich poziom wiedzy też jest różny. Sukcesy na razie to wygrane w I instancji – nieprawomocne. Mam nadzieję, że już wiosną pojawią się pierwsze korzystne prawomocne wyroki w II instancji.

Porównując oferty, jakie do mnie dotarły, widać wyraźnie, że te mniej znane kancelarie próbują „dobić” do tych „topowych”. Jest to ewidentny efekt wydarzeń politycznych wokół frankowiczów jak również ostatniego wywiadu prezesa. Podaż dyktuje obecnie ceny. Stawki ryczałtowe za obie instancje to w większości ok. 12-15.000 brutto. Do tego dochodzą koszty zastępstwa procesowego i success fee, na nieszczęście liczony w każdy możliwy, nawet kosmiczny sposób. Ale to temat na osobny post.

Generalnie ten problem dotyczy wszystkich, zarówno tych, którzy sami pozywają, jak również tych, którzy czekają na pozew ze strony banku.

Pojawiły się na grupach związanych ze Stowarzyszeniem SBB głosy, że nie wolno tak dużo płacić, że to wyzysk, że to niemoralne, nieetyczne, że nie można promować i polecać „topowych” prawników. Pytanie: kogo polecać? Niestety, ale „te głosy” nie proponują żadnej alternatywy, żadnego innego rozwiązania. Po prostu “nie bo nie”. Czy to „nie bo nie” cokolwiek rozwiązuje? Generalnie narzekanie nie jest żadnym rozwiązaniem.

Pojawiło się również wielu naganiaczy, ludzi, którzy chcą na frankowiczach tylko zarobić. Oferują super stawki, minimalny ryczałt plus success fee, np. 30-50%. Kto za tym stoi? Niedawno zgłosili się do mnie ludzie, podający się za frankowiczów, którzy tak przy okazji znają wielu prawników. Pomyśleli o założeniu firmy, która pomagałaby frankowiczom. Dobry biznes. Rozmowy nie kontynuowałem.

Czy każdy prawnik jest w stanie napisać dobry pozew przeciwko bankowi? Mam duże wątpliwości. Więcej, jestem pewien, że nie. Tematyka na dzisiaj jest bardzo złożona, nie ma jednej drogi, tak samo jak nie ma jednego typu umowy i celu pozwu. Być może ostatni wyrok mec. Orskiego będzie tutaj takim drogowskazem dla innych.

Wracając do głównego wątku, osobiście widzę na dzisiaj 3 rozwiązania.

1. Pozywać indywidualnie wybierając kancelarie, które są „w temacie”.

2. Pozywać w ramach pozwów hybrydowych wybierając kancelarie, które są „w temacie”. Jest to potencjalne obniżenie kosztów ryczałtowych o ok. 40-50%.

3. Czekać 2-4 lata, aż ustabilizuje się nowa korzystna linia orzecznicza. Oczywiście nie ma takiej gwarancji. Im więcej pozwów, tym większe prawdopodobieństwo, że faktycznie do tego dojdzie, wtedy również ceny usług prawniczych spadną. Podobną sytuację mamy w przypadku polisolokat, gdzie ubezpieczyciele przegrywają dzisiaj każdy proces, chyba że pozew jest źle napisany.

Można oczywiście poszukać sobie tańszego prawnika, który dopiero zaczyna się uczyć. Jeżeli jest to ktoś, kto już „liznął” tematu w ramach kancelarii będącej „w temacie”, to jeszcze może być OK. Ale jeżeli zaczyna się uczyć od podstaw, to miałbym moje wątpliwości. Oczywiście, edukacja jest bardzo ważna, wręcz niezbędna i konieczna. Ale nie jest to kwestia tygodnia.

Warto również pamiętać, że wielu prawników pracuje dla banków i instytucji finansowych, a wielu innych chciałoby, ponieważ docelowo jest to w miarę pewny i niezły pieniądz. Liczenie na masowość wśród kancelarii jest poważnym błędem. Rozmawiając z prawnikiem warto się najpierw zapoznać z zakresem usług, które on oferuje. Jeżeli jest tam reprezentacja banków czy też większych podmiotów gospodarczych, należy być bardzo ostrożnym. Również prawnik, który do tej pory zajmował się tylko rozwodami lub sprawami rodzinnymi, nie będzie od razu specjalistą od kredytów frankowych.

Reasumując, każdy musi za siebie podjąć decyzję.

Dodaj komentarz